Home

Advertisement

Customize

16th.

Feb. 18th, 2009 | 11:07 pm
mood: apathetic

Poniedzialek oraz dzien dzisiejszy to byly chyba dwa najgorsze dni mojego zycia.


Oby tak dalej?

Link | Leave a comment | Add to Memories | Tell a Friend

London calling

Feb. 12th, 2009 | 01:52 am
mood: drunk

Wreszcie dostalam foty z pobytu Trusiakow i Elizy w mojej kanciapie przy Gunterstone Rd.



Marcin lubil macac Stitcha. Ale stitch jest bardzo skrytym gejem, wiec nie zdziwilabym sie gdyby mu sie to podobalo.



Miny dziwne tez lubimy robic.









Tak swoja droga, to znow zaczelam wiecej palic. Szajse.


The glass is waiting for some fresh ice cubes.


Link | Leave a comment | Add to Memories | Tell a Friend

Przechodze chyba przez fale spoznionego dojrzewania.

Jan. 25th, 2009 | 10:01 pm
mood: disappointed

Polubilam czerwone wino.

A wszystko za sprawa grupy na wpol-pijanych Wlochow, postanowili mnie uswiadomic w tym wzgledzie.
No, przyznalam im racje.

Link | Leave a comment | Add to Memories | Tell a Friend

I kind of have this feeling...

Dec. 23rd, 2008 | 12:13 am
mood: rejected

Od jakiegos czasu odczuwam cos dziwnego... nie jest to mysl ani wspomnienie, raczej takie wrazenie-uczucie. Czuje, ze cos jest nie w porzadku. Zaczely mi sie dziwne sny... ale ostatnio coraz rzadziej mysle, ze to sny, odnosze wrazenie ze to raczej projekcja tego, co zdazylam wymyslic/wyobrazic sobie w ciagu dnia... szczegolnie w godzinach poznonocnych, lezac juz w lozku i nie mogac zasnac. Intuicyjnie czuje, ze zapomnialam o czyms cholernie waznym, o czyms, czego sie nigdy nie zapomina, co powinnam pamietac... Staram sie zrozumiec o co mi chodzi, co sprawia, ze mam to niesmowite poczucie niepokoju, i tego, ze zaraz wszystko runie, zawali sie... chociaz to moze zle slowa, bo ostatnio wszystko sie sypie, wiec chyba chodzi o te resztki, ktore jeszcze sa OK.


Znajomi ze starej pracy pytaja mnie Olaaaa, how have you been, long time no see!  W glowie drazni Fucking great, yesterday someone told me that lately I had been considered  as one big failure... oh, and btw, that was actually my mom. And yea, my dad did agree. So how are you?

Link | Leave a comment | Add to Memories | Tell a Friend

Linie.

Dec. 11th, 2008 | 09:05 pm
mood: melancholy

Zazwyczaj smiesza mnie pomaptyczne i gornolotne dyrdymaly... ale dla erotykow Tetmajera robie wyjatek.




Lubie, kiedy kobieta omdlewa w objeciu,
kiedy w lubieznym zwisa przez ramie w przegieciu,
gdy jej oczy zachodza mgla, twarz cala blednie
i wargi sie wilgotne rozchyla bezwiednie. Lubie, kiedy ja rozkosz i zadza oniemi,
gdy wpija sie w ramiona palcami drzacemi,
gdy krotkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje sie cala z mdlejacym usmiechem. I lubie ten wstyd, co sie kobiecie zabrania
przyznac, ze czuje rozkosz, ze moc pozadania
zwalcza ja, a sycenie zadzy oszalenia,
gdy szuka ust, a leka sie slow i spojrzenia. Lubie to - i te chwilę lubie, gdy koło mnie
wyczerpana, zmeczona lezy nieprzytomnie




Tesknie za poczatkami.

Link | Leave a comment | Add to Memories | Tell a Friend

Jestem smokiem.

Dec. 11th, 2008 | 05:21 pm
mood: melancholy

Jaram dzis na potege. Bartek zawsze sie wkurzal, jak od razu po wstaniu z lozka siegalam po papierosa... Ale ja chyba inaczej nie umiem. Sa w sumie takie sytuacje w zyciu, po ktorych papierosa sobie nigdy nie odmowie, chocbym miala leciec do sklepu o 3 nad ranem... Sa tez takie dni, ze po godzinie od pobudki pokoj jest tak gesty od dymu, ze trzeba sie przez niego doslownie przedzierac.

Nie wiem czemu, ale od kiedy pamietam, bylam uprzedzona do wersji koncertowych moich ulubionych kawalkow. Jest jednak jeden wyjatek od tej reguly... Depeszowe In Your Room z Devotionala... Ta piosenka jest tak orgazmiczna dla mnie, ze podlinkuje ja tu jeszcze raz. Ciary mnie przechodza. Mrrrr. Wieczorem chyba wskocze w sukienke, zaloze szpilki, skocze po kolejna paczke Lucky Strike (taaaaaak, zdaje sobie sprawe, ze to takie niekobiece, ze jesli juz mam palic to jakies slimy mentolowe, Lucky Strike zostawmy facetom na ich wieczorki z Jackiem Danielsem i pokerem... ekskjuze mua) i bede tego sluchac w kolko i w kolko i w kolko... Aha, w sumie butelka rozowego wina tez sie przyda.



Njoy.







Link | Leave a comment | Add to Memories | Tell a Friend

Sentymenalna sie chyba zrobilam.

Dec. 9th, 2008 | 12:09 pm
music: Sia

No wlasnie. Az sama siebie nie poznaje.
Byle co doprowadza mnie do placzu. Klotnia, przykre slowa, glupie mysli. Potrafie wpasc w taka histerie, ze laski z ruchu pro-ana, ktorym sie podstawi pod nos miske z jedzeniem to przy mnie slodkie rozowe kucyki pasace sie zielona trawka w Ponylandzie.

Moze po prostu wyrosla ze mnie bardzo sfrustrowana i bardzo smutna dziewczynka.

Link | Leave a comment | Add to Memories | Tell a Friend

The show must go on.

Dec. 8th, 2008 | 08:21 pm

Mhm.
Trafilam przez przypadek na tego bloga mojego. Starego.
Ironicznie, ostatnia notka jest napisana na krotko przed moja wyprowadzka do Londynu. Teraz minelo pol roku, a ja jestem znow w Polsce. To znaczy mieszkam tu.
Przekonywalam siebie, ze bedzie dobrze, ze dam sobie rade. Dobry poczatek w tym miescie niestety nie zapowiadal koncowej porazki, po ktorej z podkulonym ogonem wrocilam do tego kraju, na ktory tyle narzekalam.


Wziac sie w garsc musze, podobno. Chyba czas w to uwierzyc i zapomniec. Za duzo nieprzemyslanych, impulsywnych decyzji, klamstw, za duzo rzeczy, ktorych sie musze wstydzic i zalowac. Za malo szczerosci, slow, ktore chcialam powiedziec, ale stchorzylam.


Never regretNie umiem tak.

Link | Leave a comment | Add to Memories | Tell a Friend

Rozkoszujcie sie ciarkami.

Mar. 22nd, 2008 | 10:47 pm

Sluchac. Patrzec. Nic wiecej.


Link | Leave a comment | Add to Memories | Tell a Friend

sophisticated.

Mar. 10th, 2008 | 05:16 pm
mood: anxious

Orany, ale to dawno bylo... czerwcowe popoludnie 2007. Leniwie.









Perspektywa przeprowadzki do Londynu za... moment, juz dwa miesiace? przeraza mnie odrobine. Co bede robic, co bede jesc na sniadanie, gdzie bede chodzic codziennie po zakupy? niewiemniewiemniewiemniewiem. Z drugiej strony, czuje, ze to dobry wybor. Bo Londyn to moje miasto, moje miejsce na Ziemi. Pamietam dzien, kiedy przylecialam tam w wakacje. Wstalam o 3 rano, zeby dostac sie na Okecie o odpowiedniej porze, potem tluklam sie autobusem z Luton do wlasciwego Londynu godzine, po czym musialam niesc na wlasnych ramionach te 32 kilo bagazu przez jakies 2 kilometry... W dodatku padal deszcz, a ja mimo tego wszystkiego bylam tak szczesliwa, jak nie zdarzylo mi sie jeszcze od tamego czasu.
Wiecie co? Bedzie dobrze.
Tags:

Link | Leave a comment | Add to Memories | Tell a Friend

I znow zaczynam.

Jan. 24th, 2008 | 09:53 pm
mood: jealous
music: Recoil, jak zwykle ostatnio.

Od nowa. Nie wiem, ktory to juz raz. Pewnie znow misie znudzi. Za pol roku, za rok, za tydzien, a bardzo mozliwe, ze juz jutro.
Zobaczymy.

Link | Leave a comment | Add to Memories | Tell a Friend